Kanion Antylopy


 Kanion Antylopy to kanion szczelinowy znajdujący się na terenie rezerwatu plemienia Nawaho w stanie Arizona w USA. Powstawał przez miliony lat wskutek wymywania piaskowca przez powodzie błyskawiczne.

Wyobraź sobie spektakularne promienie światła słonecznego wpadące przez szczeliny kanionu, oblewające jesnym światłem ściany z barwnego piaskowca.  Dominują pastelowe odcienie żółci, brązów, czerwieni i szkarłatów. Gdzieniegdzie pojawia się nawet fiolet i zieleń, mimo że we wnętrzu kanionu prawie nic nie rośnie. Brak słów, by opisać to miejsce: owale, załomy, krzywizny i elipsy mienią się niezliczonymi barwami.

Najlepiej odwiedzić to miejsce pomiedzy 15 marcem a 7 październikiem, kiedy to promienie słoneczne wpadają do kanionu niemalże prostopadle. Z tego też powodu należy zdecydować się na eksplorację w samo południe. W zimie kolory są troszeczkę przytłumione i spokojniejsze, ale i zwiedzanie w tym okresie daje wiecej swobody ze wzgledu na mniejszy ruch turystyczny.

Zwiedzanie kanionu możliwe jest tylko z przewodnikiem ze wzgledu na ryzyko nagłych powodzi. Tragiczna w skutkach powódź w sierpniu 1997 roku spowodowała śmierć 11 turystów, którzy przebywali w dolnej części Kanionu Antylopy. Powodzie na tym obszarze powodują przede wszystkim burze i nagłe ulewy deszczu. W wysuszonych korytach rzecznych woda pojawia się niemalże natychmiast i z wielka siłą zabiera wszysko co napotka na swojej drodze.

Źródło:http://cuda–swiata.cba.pl/

 

Smilodon – jeden z przodków współczesnych kotów


Smilodon (złożenie słów z Greki: σμιλη „nóż” i οδων „ząb”, nazwa nadana z powodu olbrzymich kłów) jest wymarłym rodzajem machajrodontów, które, jak się przyjmuje, żyły około 3 mln do 10.000 lat temu w Ameryce Północnej i Południowej. Najbardziej z nimi spokrewnione są machajrody. Gatunki smilodonów są znane także jako „koty szablastozębne” lub „tygrysy szablastozębne”.

W pełni dojrzały smilodon ważył około 200 kg, posiadał krótki ogon, potężne kończyny i dużą głowę. Wielkością zbliżony do lwa, był wyjątkowo silny. Kąt rozwarcia jego szczęk wynosił 120 stopni, a kły miały około 17 cm długości.

Gatunki

Pierwszy gatunek zaliczony do tego rodzaju pojawił się ok. 2,5 miliona lat temu. Był to Smilodon gracilis, zasiedlający wschodnie obszary kontynentu północnoamerykańskiego. Wywodził się prawdopodobnie od innego kota szablastozębnego – megantereona. Smilodon gracilis był najmniejszym i najlżej zbudowanym z trzech poznanych dotychczas gatunków smilodonów. Wielkością był zbliżony do lamparta (Panthera pardus), ale był od niego znacznie masywniejszy i cięższy, osiągał wagę ok 100 kg. Po połączeniu obu kontynentów amerykańskich Smilodon gracilis zasiedlił tereny Ameryki Południowej. Od niego wywodzi się największy z opisanych smilodonów – Smilodon populator. Doskonale zachowane szczątki tego kota znaleziono w wielu rejonach Ameryki Południowej, gdzie zajmował w późnym plejstocenie niszę głównego drapieżnika. Smilodon populator był największym z kotów z podrodziny Machairodontidae, znacznie przewyższający wielkością dzisiejsze lwy. Prawdopodobnie ciężar dorosłego samca przekraczał 300 kg. W porównaniu ze swoim przodkiem miał on masywniejszą budowę i proporcjonalnie dłuższe kły. W późniejszym plejstocenie Amerykę Północną zdominował trzeci gatunek – Smilodon fatalis. Jest to najlepiej poznany przedstawiciel machajrodontów. Znaleziono tysiące kości należących do setek osobników, zwłaszcza w Kalifornii, na sławnym Rancho la Brea. Gatunek ten zasiedlał obszary całej Ameryki Północnej na południe od stepów mamutowych, oraz – co jest faktem mniej znanym – Amerykę Środkową i Południową na zachód od pasma Andów. Smilodon fatalis osiągał rozmiary zbliżone do dzisiejszego afrykańskiego lwa. Istnieją liczne przesłanki na temat trybu życia tych kotów. Szczątki wielu osobników w jednym miejscu sugerują możliwość istnienia u nich zachowań społecznych. Zaleczone złamania na niektórych kościach pozwalają przypuszczać, że ranne osobniki były karmione przez resztę grupy. Znaleziono kości gnykowe smilodonów, co udowadnia, że zdolne były do wydawania ryków – podobnie jak dzisiejsze wielkie kotowate. Jeżeli przesłanki sugerujące stadny tryb życia smilodonów okazałyby się prawdziwe, drapieżniki te mogłyby atakować nawet bardzo duże ssaki. Prawdopodobnie podstawą ich zdobyczy stanowiły liczne wówczas w Ameryce Północnej koniowate, bizony, wielbłądy, jelenie, być może również niektóre trąbowce i leniwce naziemne. W południowej Ameryce Smilodon populator mógł polować na liczne konie i lamy, oraz na szczerbaki i ostatnie litopterny i notoungulaty. Zarówno Smilodon populator jak i Smilodon fatalis doczekały się pojawienia paleoindian w Nowym Świecie. Ostatnie szczątki smilodonów z obu Ameryk szacuje się na 11-9 tysięcy lat.

Rozróżnia się 6 gatunków smilodonów, wszystkie wyginęły:

Smilodon fatalis, 1,6 mln – 10 000 lat temu
Smilodon gracilis, 2,5 mln – 500 000 lat temu
Smilodon populator, 1 mln – 10 000 lat temu
Smilodon neogaeus, 3 mln – 500 000 lat temu
Smilodon floridus, przypuszcza się, że mógł być podgatunkiem Smilodon fatalis
Smilodon californicus, przypuszcza się, że mógł być podgatunkiem Smilodon fatalis.

http://www.cats.alpha.pl/wildcats/smilodon.htm


„Tygrys szablozębny: nie taki straszny, jak go malują”
Anna Błońska

Jak słusznie zauważają badacze z dwóch australijskich uczelni (University of Newcastle i Uniwersytetu Nowej Południowej Walii), szablozębne koty z rodzaju Smilodon są postrzegane podobnie jak tyranozaury. Uważa się je za bezlitosnych zabójców, którzy w czasie epoki lodowcowej przetrzebiali stada ssaków, m.in. mamutów, bizonów i łosi. Czy rzeczywiście zasłużyły sobie na taką opinię?

Większość naukowców zgadza się co do tego, że zwierzę mogło zabijać wydłużonymi kłami, od lat trwała jednak dyskusja, jak to robiło. W ramach najnowszych badań posłużono się komputerem i techniką Finite Element Analysis (FEA). Dzięki niej sprawdzono kilka najpopularniejszych hipotez.

Inżynierowie wykorzystują FEA do projektowania samochodów, samolotów czy pociągów. Mogą też przeprowadzać symulacje i sprawdzać, czy podczas wypadków ich modele zachowują się tak, jak przewidywali. Biolodzy mieli trochę inny cel. Zamierzali określić, z jakimi zadaniami poradziłaby sobie konstrukcja czaszki tygrysa szablozębnego. Oprogramowanie trzeba było nieco zmodyfikować, ponieważ czaszki są strukturami bardziej złożonymi od większości rozwiązań opracowanych przez człowieka.

Okazało się, że w porównaniu do współczesnych drapieżników, tygrys szablozębny gryzł delikatnie. Ważył ok. 230 kg, a model komputerowy przewidział, że nacisk wywierany przez kły wahałby się w granicach 1000 N, czyli 100 kg. Przypomina to możliwości współczesnego jaguara, który jest jednak o wiele lżejszy od naszej prehistorycznej „bestii”, waży bowiem tylko 80 kg. Nacisk kłów lwa to ok. 250 kg.

Gdyby porównać koty z plejstocenu z dzisiejszymi lwami, okazałoby się, że w ich czaszce było o wiele mniej miejsca na mięśnie poruszające szczękami dolną (żuchwą) i górną. Aby sprawdzić, czy nie dysponowały jakimiś nieznanymi możliwościami, w ramach symulacji zwiększono siłę ugryzienia do 230 kg współczesnego kota. W rezultacie pojawiły się duże napięcia w obrębie żuchwy (na modelu są to obszary zielone, żółte, czerwone i białe). Były one duże większe niż u grzywiastych drapieżników dzisiejszej Afryki. Gdyby jednak kot z rodzaju Smilodon poruszał podczas ataku całą głową, uruchamiając przy tym mięśnie karku i odpowiednio nakierowując kły, uzyskiwano by dużo lepszy rozkład sił. Okazuje się więc, że za siłę ugryzienia tygrysa szablozębnego w dużej mierze odpowiadały mięśnie jego szyi.

Najważniejsza różnica dawała o sobie znać podczas analizy zjawisk zachodzących w czaszce drapieżnika trzymającego w zębach miotającą się ofiarę. Podczas gdy czaszka współczesnego lwa znosiła to bez większych problemów, w czaszce prehistorycznego kota znowu pojawiały się przeciążenia.

Tygrysy szablozębne miały odpowiednią (masywną) budowę ciała do przyciskania ofiary do ziemi. Modele pokazały, że musiały to zrobić przed wbiciem zębów w jej ciało. Ostateczne ugryzienie musiało obejmować szyję. Śmierć następowała natychmiast. Dzięki temu łatwiej było uniknąć ataków pobratymców ofiary i prób odebrania zdobyczy przez inne drapieżniki.

Tygrysy szablozębne radziły sobie z dużymi ofiarami, ale już nie z chwytaniem mniejszych i szybszych zwierząt (potrafią to natomiast lwy). Kiedy więc wyginęła amerykańska megafauna epoki lodowcowej, ten gatunek kota zniknął wraz z nią.

Artykuł z portalu Kopalnia Wiedzy: „Tygrys szablozębny: nie taki straszny, jak go malują”
Autor: Anna Błońska, KopalniaWiedzy.pl; 02.10.2007.

Dziwna dziura w Gwatemali


Dziura utworzyła się na miejscu trzykondygnacyjnego budynku przy jednym ze skrzyżowań w północnej części Guatemala City. Według pomiarów jest szeroka na 30, a głęboka na 60 metrów. Te niespotykane rozmiary wywołały już wysyp internetowych teorii spiskowych, według których ulewne deszcze tak naprawdę odsłoniły podziemny tunel dla UFO. W związku z tym że to zjawisko jest tak niespotykane, warto przytoczyć kilka komentarzy z for internetowych.

„W holenderskiej tv mówili, że dziura najprawdopodobniej powstała przez erozję ziemi. Miasto miało uszkodzony system kanalizacyjny, przez co woda przez jakiś czas drążyła dziurę. Podobno od dawna słyszano jakieś dziwaczne dźwięki dochodzące spod ziemi”

„Interesujące… Ale właśnie jak to ktoś zauważył, czemu wlot jest okrągły jak i sama dziura przypomina kształtem walec? Jeśli by to było naturalne na pewno nie wytworzyło by takiego kształtu, przecież ziemia to nie jest piaskownica gdzie wszędzie jest tylko piasek i piasek. Tutaj są przecież warstwy i fragmenty twardej i miękkiej ziemi. Tak więc powinno to wyglądać bardziej asymetrycznie (nie wiem jakiego słowa dokładnie użyć) powinny się wytworzyć coś w rodzaju kieszeni gdzie jest wlot, pomieszczenie (nieco szersze od wlotu i wylotu) i wylot. Jak dla mnie to nie jest spowodowane naturalnie… „

 

Wielka dziura w Belize


wielka rozpadlina (jaskinia morska) rafy koralowej w Morzu Karaibskim. Ma postać morskiej studni o głębokości ponad 140 m i średnicy 300 m, w całości zalanej przez wodę. Oddalona jest od Belize City o około 80 km w głąb morza, pośrodku atolu Lighthouse Reef.

Jest widoczna z kosmosu, a swoją popularność zyskała dzięki filmom telewizyjnym i prezentacjom wypraw morskich Jacques Cousteau. Obecnie stanowi ona wielką atrakcję dla nurków i tych, którzy pragną podziwiać podwodny świat. Została objęta patronatem UNESCO.

W pobliżu Blue Hole leży wyspa Half Moon Cay.

Okolona turkusowym morzem i pierścieniem żywej rafy, ciemnogranatowa Blue Hole w rzeczywistości jest wapiennym lejem krasowym. Przed podniesieniem się poziomu morza ten twór geologiczny był jaskinią lądową, w której zawalił się strop.

Prawie pionowe ściany opadają na głębokość mniej więcej 35 metrów, gdzie studnia się rozszerza w ogromną salę z wielkimi stalaktytami, niektóre mają długość aż 15 m. Dno sali znajduje się na głębokości 145 m. Turyści nurkują zwykle do stropu sali – na głębokość około 35 m.

Podwodna widoczność przekracza 60 metrów. Przejrzyste wody wokół pierścienia rafy świetnie się nadają do nurkowania z rurką[1][2][3][4]. Można się tam udać na całodniową wyprawę, które są organizowane z Belize City czy z wyspy Ambergris Cay.

Studnia wydaje się niezamieszkana — zaglądają do niej tylko rekiny

Rozsławił ją francuski oceanograf Jacques-Yves Cousteau, który w 1970 roku wpłynął do niej statkiem badawczym Calypso. Za pomocą niewielkiej ilości materiałów wybuchowych, otworzył przejście w rafie i wprowadził swój statek. Cousteau wraz z załogą badał studnię przez kilka miesięcy, także za pomocą pojazdów głębinowych.

Źródła:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Blue_Hole_%28Belize%29

http://zmyslanki.bloog.pl/